piątek, 25 października 2013

Two.

Clary's POV.
Przetarłam lekko zaspane oczy i rozejrzałam się dookoła.
Poszłam spać w ubraniach, pięknie Clary, pięknie.
Wstałam przeciągając się na wszystkie strony, po czym chwyciłam ręcznik i poszłam pod prysznic.
Tego właśnie było mi trzeba, chwila dla mnie. Kojące kropelki gorącej cieczy uderzały w moje ciało, przez co cicho jęknęłam. Zmyłam z siebie delikatnie balsam, oraz szampon, po czym wyszłam z kabiny i okryłam się ręcznikiem.
Nałożyłam na siebie jakieś czarne,mocno obcisłe rurki i flanelową, ciemną koszulę, po czym pomaszerowałam na dół. Jakoś w połowie drogi się wróciłam. Zapomniałam jeszcze jednej rzeczy. Z szafki obok łóżka wyciągnęłam jeden z najlepszych pistoletów i włożyłam go sobie do tylnej kieszeni spodni.
Teraz jest idealnie.
-Dobrze, że zeszłaś. - odwrócił się do mnie Peter.
-Bo? -zrobiłam dziwną minę.
-Bo mam dla ciebie następne zadanie. -podrapał się po karku.
Pokiwałam twierdząco głową, po czym dosiadłam się do towarzystwa.
-Musisz zabić syna Markusa.
Popatrzyłam na nich tępym wzrokiem.
-Jego syna? -spytałam z niedowierzaniem.
Przytaknął.
-Czemu Berton, albo George nie mogą tego zrobić?-pytałam dalej pokazując palcem na mężczyzn siedzących w kole.
Wszyscy uśmiechnęli się pod nosem, co było rzadkie.
-Bo będziemy cie wtedy osłaniać, idiotko. - sprostował Berton.
-Jak do mnie powiedziałeś? -wybuchnęłam.
-Idiotko, a co? -uśmiechnął się rozbawiony.
Rzuciłam się na niego i przystawiłam mu pistolet do głowy.
-Jeszcze raz powiesz na mnie złe słowo,a skończysz jako żarcie dla psów. -warknęłam i zeszłam z mężczyzny.
Wszyscy patrzyli na mnie zaskoczeni moim nagłym przypływem adrenaliny.
-To twoje zadanie. Jeśli wykonasz je dobrze, zostaniesz na stałe. -przerwał ciszę.
Ten cały Bieber był najgorszym przeciwnikiem jakiego Peter mógłby mi wybrać. I ja miałam go zabić? To niedorzeczne.

Justin's POV.
Okej, mam dwa dni na zabicie tej suki i udowodnienie ojcu, że jestem najlepszy.
Wiem, że będę musiał długo przepraszać tego tam u góry za zabicie damy, ale musze w końcu pokazać kto jest tym najlepszym, a z taką lafiryndą jak ona to nawet się nie namęcze.
-Stresik? - spytał znajomy mi głos.
-Przed czym niby?
-Wiesz, że musisz ją zabić? -znów zapytała z pogardliwym wyrazem twarzy.
- Kolumb kurwa. -zakpiłem.
-Na żartach daleko tu nie zajdziesz...ta cała Clary jest o wiele lepsza niż ją oceniasz. Czy ty masz pojęcie ile naszych zabiła? -usiadła na fotel i lekko otarła twarz.
-A co mnie to kurwa obchodzi? Zabije tą suke, a potem udowodnię wam wszystkim, że jestem godzien tej fuchy. -potarłem ręką o ręke.
-Powodzenia Bieber. -zachichotała po czym wyszła bez słowa.
Następna suka.
_________________________________________________________________________
;oooooo

niedziela, 20 października 2013

One.

Clary's POV.
-Kiedyś usmażysz się w piekle, kurwo. - wydusił jako możliwe, że ostatnie słowo.
Przycisnęłam mu dwa palce do szyi, aby sprawdzić tętno, ale nic nie wskazywało na to, żeby jeszcze żył. Wstałam sprawnie omiatając go jeszcze raz wzrokiem.
-Oboje się tam spotkamy, Jefferson. -szepnęłam, po czym bezgłośnie wybiegłam z magazynu i odjechałam, tak żeby nikomu nie rzucać się w oczy.
Nic nie mogło uspokoić moich dziwnych myśli, które nachodziły mnie coraz częściej. Ścisnęłam mocniej skórę na kierownicy i nacisnęłam pedał gazu. Potrzebuje odpoczynku. Samo wytropienie tego gnoja zajęło mi niecałe dwa dni, bez snu, bez jedzenia. Mobilizacja i chęć zabijają pragnienie i lenistwo,fakt.
Zajechałam na podjazd naszej willi i spokojnie odetchnęłam. Jest nadal w jednym kawałku, więc wszystko przebiegło po mojej myśli.
Weszłam spokojnie do środka i od razu udałam się do salonu.
-Zlecenie zostało wykonane. - powiedziałam seksownym głosem.
Na twarzy mojego brata wstąpił niemrawy i chytry uśmieszek.
-Ktoś cię widział? -spytał nie do końca przekonany.
-Nie.
-Perfekt.- uśmiechnął się rozbawiony i odznaczył tik obok gęby Jeffersona. -Możesz odpocząć.
Nic już nie odpowiedziałam, tylko od razu pokierowałam się do swojego pokoju, po czym z całą siłą rzuciłam sobą o łóżko i od razu zasnęłam.

Justin's POV.
-Justin, nie możemy w nich tak po prostu zaatakować! -warknął mój tata.
-Okej...poddaje się. To co mamy zrobić? -krzyknąłem.
Do pokoju wbiegł Steve. Był wyraźnie przerażony.
-Szefie, Jefferson nie żyje. -wysapał ze zmęczenia.
-Jak to nie żyje?! -warknął oburzony.
-Znaleźliśmy jego ciało przy końcu magazynu, został postrzelony trzy razy. -oznajmił z powagą.
Jego szczęka gwałtownie się zacisnęła.
-Zawołaj mi tu szybko Oscara, już! -wrzasnął.
Opadłem bezgłośnie na krzesło i poprawiłem włosy.
-Tak szefie? -do pokoju wtargnął Oscar.
Wcześniej podejrzewałem, że to nie człowiek. Był tak ogromny i tak silny, że miałem co do tego wiele wątpliwości. Jego głos rozniósł się po całym pomieszczeniu.
-Musisz kogoś zabić, jak najszybciej. -mówił przez zęby.
-A mianowicie kogo? -spytał z chytrym uśmieszkiem.
-Muszę pomyśleć...ktoś kto jest najważniejszy dla Petera, ktoś z jego rodziny, ktoś kto znaczy dla niego najwięcej...-pocierał brodę. -Jego siostrę, Clary.
-Mam zabić dziewczynę? - pytał z niedowierzaniem.
-A to jakiś problem?
-Nie zabijam kobiet.
-Więc nie będzie z ciebie żadnego pożytku. -ojciec wyjął spluwę i wycelował prosto w serce olbrzyma.
Wybuchnąłem śmiechem.
-Co za dżentelmen, nie zabija kobiet. -śmiałem się pokazując rękami jego prostotę.
-Ty ją zabijesz.
Od razu uśmiech zszedł z mojej twarzy. Wstałem z krzesła i pokierowałem się bliżej mężczyzny.
-To będzie dla mnie czysta przyjemność, sir. -zasalutowałem.
-Wiedziałem, że można na  tobie polegać. -uśmiechnął się łobuzersko, po czym zaciągnął się dymem z papierosa.


______________________________________________________________________________

Oto 1 rozdział! Mam nadzieje, że się podoba:)