Clary's POV.
-Kiedyś usmażysz się w piekle, kurwo. - wydusił jako możliwe, że ostatnie słowo.
Przycisnęłam mu dwa palce do szyi, aby sprawdzić tętno, ale nic nie wskazywało na to, żeby jeszcze żył. Wstałam sprawnie omiatając go jeszcze raz wzrokiem.
-Oboje się tam spotkamy, Jefferson. -szepnęłam, po czym bezgłośnie wybiegłam z magazynu i odjechałam, tak żeby nikomu nie rzucać się w oczy.
Nic nie mogło uspokoić moich dziwnych myśli, które nachodziły mnie coraz częściej. Ścisnęłam mocniej skórę na kierownicy i nacisnęłam pedał gazu. Potrzebuje odpoczynku. Samo wytropienie tego gnoja zajęło mi niecałe dwa dni, bez snu, bez jedzenia. Mobilizacja i chęć zabijają pragnienie i lenistwo,fakt.
Zajechałam na podjazd naszej willi i spokojnie odetchnęłam. Jest nadal w jednym kawałku, więc wszystko przebiegło po mojej myśli.
Weszłam spokojnie do środka i od razu udałam się do salonu.
-Zlecenie zostało wykonane. - powiedziałam seksownym głosem.
Na twarzy mojego brata wstąpił niemrawy i chytry uśmieszek.
-Ktoś cię widział? -spytał nie do końca przekonany.
-Nie.
-Perfekt.- uśmiechnął się rozbawiony i odznaczył tik obok gęby Jeffersona. -Możesz odpocząć.
Nic już nie odpowiedziałam, tylko od razu pokierowałam się do swojego pokoju, po czym z całą siłą rzuciłam sobą o łóżko i od razu zasnęłam.
Justin's POV.
-Justin, nie możemy w nich tak po prostu zaatakować! -warknął mój tata.
-Okej...poddaje się. To co mamy zrobić? -krzyknąłem.
Do pokoju wbiegł Steve. Był wyraźnie przerażony.
-Szefie, Jefferson nie żyje. -wysapał ze zmęczenia.
-Jak to nie żyje?! -warknął oburzony.
-Znaleźliśmy jego ciało przy końcu magazynu, został postrzelony trzy razy. -oznajmił z powagą.
Jego szczęka gwałtownie się zacisnęła.
-Zawołaj mi tu szybko Oscara, już! -wrzasnął.
Opadłem bezgłośnie na krzesło i poprawiłem włosy.
-Tak szefie? -do pokoju wtargnął Oscar.
Wcześniej podejrzewałem, że to nie człowiek. Był tak ogromny i tak silny, że miałem co do tego wiele wątpliwości. Jego głos rozniósł się po całym pomieszczeniu.
-Musisz kogoś zabić, jak najszybciej. -mówił przez zęby.
-A mianowicie kogo? -spytał z chytrym uśmieszkiem.
-Muszę pomyśleć...ktoś kto jest najważniejszy dla Petera, ktoś z jego rodziny, ktoś kto znaczy dla niego najwięcej...-pocierał brodę. -Jego siostrę, Clary.
-Mam zabić dziewczynę? - pytał z niedowierzaniem.
-A to jakiś problem?
-Nie zabijam kobiet.
-Więc nie będzie z ciebie żadnego pożytku. -ojciec wyjął spluwę i wycelował prosto w serce olbrzyma.
Wybuchnąłem śmiechem.
-Co za dżentelmen, nie zabija kobiet. -śmiałem się pokazując rękami jego prostotę.
-Ty ją zabijesz.
Od razu uśmiech zszedł z mojej twarzy. Wstałem z krzesła i pokierowałem się bliżej mężczyzny.
-To będzie dla mnie czysta przyjemność, sir. -zasalutowałem.
-Wiedziałem, że można na tobie polegać. -uśmiechnął się łobuzersko, po czym zaciągnął się dymem z papierosa.
______________________________________________________________________________
Oto 1 rozdział! Mam nadzieje, że się podoba:)
Ahh jakke to śliczne <3
OdpowiedzUsuńKurde powiem ci że to jest lepsze od tamtego opowiadania. Jejkuuu. Już się nie mogę doczekać kurde. Kiedy kiedy kiedy noooo ...?? <333